Mat czy satyna. Wykończenie ważniejsze niż kolor
Ten sam odcień w macie i satynie to dwie różne farby. Jak wykończenie zmienia głębię koloru, czego nie wybacza boczne światło i gdzie satyna jest konieczna.
Kolor ścian wybiera się tygodniami. Wykończenie — w ostatniej minucie, przy kasie, kiedy sprzedawca pyta, mat czy satyna.
Proporcje powinny być odwrotne, bo ten sam odcień w macie i satynie to w praktyce dwie różne farby. Mat pochłania światło: kolor robi się głębszy, aksamitny, bliższy temu z wzornika — który przecież też jest matowy. Satyna światło odbija: rozjaśnia barwę, dodaje jej chłodnego połysku i sprawia, że ściana zmienia się zależnie od kąta patrzenia. Kupując „ten sam" kolor w dwóch wykończeniach, przynosi się do domu dwa kolory. I zdziwienie.
Mat ma jeszcze jedną cnotę, przez którą jest domyślnym wyborem na duże płaszczyzny: ukrywa grzechy ścian. Fale tynku, łaty po szpachli, krzywizny starego muru w kamienicy — wszystko to znika, bo rozproszone odbicie nie ma jak ich podkreślić.
Satyna działa dokładnie odwrotnie. W bocznym, ślizgającym się świetle z okna albo kinkietu pokazuje każdą nierówność z bezlitosną precyzją. Malowanie satyną krzywej ściany to płacenie za to, żeby zobaczyć, jak bardzo jest krzywa.
Jest jeszcze trzecia opcja, o której rzadko mówią w sklepie: półmat — u różnych producentów zwany jajeczną, eggshell albo velvet. Siedzi między matem a satyną: bardziej zmywalny niż głęboki mat, mniej lustrzany niż satyna, bezpieczniejszy na ścianach o nierównej kondycji. Na sypialnię i salon bywa lepszym wyborem niż którekolwiek z ekstremów.
Ceną matu była kiedyś delikatność — ślady po szorowaniu, wycierające się narożniki. Współczesne ceramiczne farby matowe zniosły większość tego kompromisu: Tikkurila Optiva Ceramic, Magnat Ceramic i Dulux EasyCare są zmywalne przy codziennych odciskach. Argument „mat się brudzi" można spokojnie odłożyć do lamusa. Została zasada ogólniejsza: im głębszy kolor, tym bardziej obowiązkowy mat. Butelkowa zieleń czy grafit w satynie spłycają się do koloru plastikowej zabawki.
Satyna ma jednak swoje niezbywalne terytorium: wszystko, czego dotykają ręce. Stolarka drzwiowa, framugi, lamperie, listwy, ściana wzdłuż schodów, kuchenne przesmyki. Tam odporność na mycie i lekkie domknięcie połyskiem są warte więcej niż aksamit. Na drewnianej stolarce satyna podkreśla profil frezowania cieniem, którego mat nie umie narysować.
Reguła jest krótka jak znak drogowy: mat na płaszczyzny, po których chodzi wzrok. Satyna na te, po których chodzą ręce. Ściany i sufity — mat. Stolarka i lamperie — satyna. Połysk — wyłącznie z premedytacją i nigdy przez przypadek.
Przed decyzją warto zamówić próbniki tego samego odcienia w obu wersjach — Śnieżka i Magnat po 15–25 zł, Tikkurila i Dulux po 30–45 zł. Namaluj oba na tej samej ścianie, sprawdź w bocznym świetle. Różnica jest natychmiast widoczna i zaoszczędzi całą rozmowę przy kasie.